sobota, 6 sierpnia 2011

5 sierpnia (4) - Fatima

Sieci niestety nadal nie mam, ale korzystając z darmowego wifi w autobusie z Fatimy do Lizbony spróbuję odtworzyć to, co próbowałam wysłać wczoraj. No więc wrażenia.
W odróżnieniu do SdC tu zależało mi na znalezieniu się w tym miejscu. Może za bardzo i przez to mam mieszane uczucia?
Wejście na plac zastawione jest wielkim okrągłym nowoczesnym budynkiem, to podobno kościół Trójcy Świętej, potem są zejścia do równie nowoczesnych podziemnych kaplic w (chyba alei) św. Piotra i Pawła:


św. Paweł spadający z konia pod Damaszkiem
 Przygotowane z rozmachem pod ogromne tłumy pielgrzymów, np. w kaplicy adoracji zmieści się w ławkach 250 ludzi, a przed nimi monstrancja w postaci złotego kwadratu, która zdaje się nie stoi tylko wisi.


Za to na wierzchu, na placu, na widok bazyliki z kolumnadą serce waliło mi jak młotem.
Ale po kolei, byłam na Mszy w a właściwie przed kaplicą objawień, bo ta maciupka kapliczka obudowana jest czymś w rodzaju wiaty.

Kawałek dalej drzewo, w koronie którego Maryja się ukazywała. Wydawało mi się, że była mowa o dębie a na dąb to nie wygląda jakoś.


Wchodząc na mszę widziałam po lewej czarny mur a przed nim dym. Grill czy coś się zapaliło? Poszłam potem zobaczyć. Pierwsza myśl, że to ilustracja wizji piekła, którą miały dzieci, bo z "okien" muru buchały płomienie. Nie zrozumiałam portugalskich napisów, ale najwyraźniej ludzie topią tam czy też palą świece i inne przedmioty z prawdziwego wosku. (Później przetłumaczyłam sobie widoczną na zdjęciu tablicę i zawiera ona głównie techniczne wskazówki, ostatnie zdanie brzmi "Wasza obietnica została wypełniona".


W sklepach z dewocjonaliami znajdziecie woskowe piersi (jedna lub dwie), stopy, głowy, postacie dzieci... To jest jakaś ceremonia związana z jakimś ślubem, czy prośbą. Sorki, ale symbolika czarnej ściany z płomieniami, do których ludzie coś wrzucają, nie mieści się w mojej teologii, nawet w połączeniu z cytatem "Ja jestem Światłem świata" przed nim. Rzucanie jakichś symbolicznych przedmiotów na pastwę ognia kojarzy mi się z religiami pogańskimi... Mniejsza o to.


Poszłam w końcu z bijącym sercem do Bazyliki. I znowu przeżyłam rozczarowanie. Wnętrzem. Jest jakaś taka szara, choć niewielkie witraże trochę ją rozweselają.


No i znowu nijak nie mogłam rozszyfrować obrazu w głównym ołtarzu. Zobaczcie sami. Rzeźba u góry owszem jasna. Spodziewałam się chyba wielkiej figury MB Fatimskiej centralnie w Bazylice (piękna fasada zdaje się ją obiecywać) a nie tego. (Chyba że tak jak w Turzy obraz główny jest tu zasłonięty, muszę to gdzieś doczytać).










 Natomiast łzy stanęły mi znów w oczach przy grobach Pastuszków przy bocznych ołtarzach.

Wiecie co? Gdy chodzi o wnętrze kościoła, to stokroć wolę naszą Śląską Fatimę w Turzy niż oryginał. Potem było już tylko lepiej na szczęście :) Ale o tym później. Specjalne pozdrowienia Turzanom :)

- TYLE NAPISAŁAM WCZORAJ PRZED RÓŻAŃCEM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.