Pomysł wyruszenia na Camino de Santiago chodzi (hehe) za mną od co najmniej dwóch lat. Niestety poszukiwanie jakiegoś towarzysza drogi okazywało się bezskuteczne. Aż w tym roku ktoś zaproponował mi, żebym po prostu poszła sama. No i zaczęły się przygotowania.
Bagaż musi być jak najlżejszy. Niestety nieprzekroczenie 1/10 własnej wagi leży w obszarze cudu. Moje obliczenia wskazują na 8,5 zamiast 6,2 kg. A i to po dość drastycznych cięciach. Cięcie dotyczyło zwłaszcza namiotu (dzięki Darek za pozwolenie). Z 2,5 kilogramowej starej chińskiej dwójki udało mi się póki co zrobić 1 kilogramową jedyneczkę rozstawianą na kijkach trekingowych, które i tak ze mną pójdą. Chociaż "udało się" to niedokładne określenie, bo obciąć się faktycznie udało, ale szycie trwa i za efekt końcowy trudno w tym momencie ręczyć. Na pewno z estetyką będzie miał niewiele wspólnego, ale lepsze to, niż wydać 2 tysiące na superlekki nowy namiot. Podobnie ze śpiworem. Planuję zaoszczędzić kilogram oraz jakieś 200 zł, szyjąc "worek" z polarka (i naturalnego jedwabiu dla ochrony przed pluskwami :))
Podobnie trzeba zminimalizować opakowania różnych produktów, jak dezodorant, maść przeciwbólowa, talk. Żeby nie wieźć wielgachnego opakowania filtra UV przydałyby się ubrania z takimi właściwościami. Ale jak zwykle ceny wyglądają zniechęcająco. Po długich poszukiwaniach znalazłam jednak takowy impregnat wystarczający na 5-10 prań, czyli 1/3 drogi, to już coś. Może troszkę zabiorę z sobą.
Przy okazji dowiaduję się ciekawych rzeczy, czego nie lubią różne zwierzęta, których wolę w drodze nie spotykać. Na pluskwy i skorpiony trzeba będzie przygotować mix z lawendy, liści orzecha i goździków. Dla odstraszania węży nasączyć coś (może skarpetki ;)) kawą z bazylią i rumiankiem, a psy nie lubią zapachu cytrusów. Czego nie lubią potencjalni agresorzy z gatunku homo sapiens? Nie wiem, jak to jest z legalnością gazu pieprzowego w Hiszpanii, spirytus lawendowy w sprayu powinien wystarczyć. Do tego kijki i gwizdek oczywiście.
Bez opasek na kolana ani rusz, ale jak zadbać o mięśnie? Przed wysiłkiem rozgrzewająco, po - chłodząco. No więc z rańca spirytus lawendowy, wieczorem maść końska chłodząca. To wszystko trzeba zapakować w takich ilościach, żeby wystarczyło a nie nadbyło. LOL. Poza tym mam prawie rok na podbudowanie stawów glukozaminą i galaretkami, a mięśni - siłownią. W tym czasie trzeba podbudować jeszcze dwie inne rzeczy - stan konta i umiejętności językowe. Będę się co jakiś czas popisywała sukcesami :) Może szkoda, że nie mamy w projekcie Comenius partnera z Hiszpanii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.