poniedziałek, 1 sierpnia 2011

1 sierpnia (1) - Santiago

Po dwóch nieaktualnych adresach poczty w moim GPSie znalazłam w końcu otwartą, tuż przy katedrze. Poszłam więc najpierw na mszę dla pielgrzymów, niestety bez kadzidła, ale wrzucę filmiki:







Po mszy wysłałam pocztą do domu trapery, śpiwór, garnuszek i parę drobiazgów. Prawie 4 kg. Dzisiaj menu peregrino na dworcu autobusowym, bo mam jeszcze 3 godziny do autubusu do Finisterry, a jakoś chodzić mi się już nie chce. Zaś w menu aż dwie przystawki - w pierwszej jakieś ślimaczki, zastanawiałam się czy się je zjada w całości ale ograniczyłam się do białego mięska, a w drugiej - zobaczcie sami:


- najprawdziwszy małż św. Jakuba. W muszli! Małża słabo widać pod pierzynką z jakichś warzywek. Teraz mogę uznać Camino za uwieńczone sukcesem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.