W Mistelbach nie wpadłyśmy niestety na pomysł, że w następnej wsi może nie być sklepu i nie zrobiłyśmy sobie zakupów. Zdziwienie w Huttendorf było równie wielkie co przykre. Zjadłyśmy więc zabrane z domu dwa kotlety, zagryzając je dzikimi wiśniami a przez następne 3 km rozglądałyśmy się po lesie, co by się jeszcze nadawało do jedzenia :-D W Garmanns za to miła niespodzianka - cały domek do naszej dyspozycji z wyposażoną i zaopatrzoną kuchnią :-) i jeszcze w prezencie morele prosto z drzewa.


kościół św. Barbary w Huettendorf
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.