sobota, 13 lipca 2013

Tag 4 - 13 lipca - Mikulov - Poysdorf (2)

Człowiek rusza w drogę z myślą, że znwou wchodzi na samotny szlak przez lasy i pola, a tu - jak to zwykle na Camino - wszystko dzieje się zupełnie inaczej. W autobusie z Mistelbach do Mikulova wlaściwie zamierzałam jeszcze trochę pospać. Kupuję bilet, kierowca mówi: Mikulov raz i z powrotem. Ja na to, że nie, z powrotem przyjdę po nogach. Stojący za mną państwo smieją się, myślą, że to żart. Kierowca na to, że są tacy np. co idą Jakobsweg. No więc wyciągam muszlę z kieszeni, że ja serio z powrotem pieszo :D I tak zaczęła się rozmowa z kierowcą przez całą drogę. Najpierw się śmiał, że już trzeci raz z nim jadę. Ostatnio byłam przecież w dirndlu i pytalam, czy jeżdżą dłużej z racji Kirtagu . Potem stwierdził, że musimy się spotkać wieczorem na wino, bo on też nocuje w Poysdorfie dzisiaj. Ale że se numeru nie wziął, to selber schuld :D

W Mikulovie podczas szukania drogi zaczepiła mnie za to para Austriakow - Richard i Andrea i razem szukaliśmy dalej ;) Moj czeski okazał się co prawda prawie zbędny bo mieszkancy Mikulova znakomicie mówią po niemiecku - pomijając drobiazg, że musiałam przetłumaczyć że Cesta svateho Jakuba, bo Jakobsweg nie zrozumieli :), ale drogę i tak znaleźliśmy dopiero dzięki GPSowi.



 "Most Sylwestrowy" na którym Czesi i Austriacy wspólnie świętowali Nowy Rok 1990. Z przejścia granicznego Mikulov - Drassenhofen pochodzą moje pierwsze w życiu pieczątki w paszporcie. A było to 20 lat temu w Boże Ciało 1993 :)

Typowy krzyż św. Jakuba  -->


Kellergasse w Drassenhofen :)


Ktoś z tutejszych mieszkańców był już najwyraźniej w Santiago. Na probostwie podobno są dostępne paszporty pielgrzyma, ale dzisiaj najwyraźniej zamknięte.



Kościół w Kleinschweinbarth. Znajdujemy tu informację, że paszporty są dostępne w pobliskiej knajpce. Zatrzymujemy się tam na obiad.


Jak się patrzy na te chmury, to obawy Andrei, że będzie dzisiaj padać, zdają się mieć podstawy.




 Kościół św. Jakuba w Falkenstein -->
 <-- Kellergasse tamże

i gadająca ławeczka -->


O 17-tej docieramy do Poysdorfu. Z kościoła idziemy każdy na swój zarezerwowany nocleg i opatrywanie stóp ;) 
Spotykamy się jeszcze na kolację (składającą się z lodów), bo u mnie w hotelu restauracja zamknięta, a Richard i Andrea mieszkają nad lodziarnią :)\

Po austriackiej stronie już nie było problemu z oznaczeniami i szukaniem drogi, ale tak dobrze nam się razem szło, jednym rytmem, że po dzisiejszych 23 kilometrach w Poysdorfie stwierdzamy, że jutro znowu idziemy razem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.