Człowiek rusza w drogę z myślą, że znwou wchodzi na samotny szlak przez lasy i pola, a tu - jak to zwykle na Camino - wszystko dzieje się zupełnie inaczej. W autobusie z Mistelbach do Mikulova wlaściwie zamierzałam jeszcze trochę pospać. Kupuję bilet, kierowca mówi: Mikulov raz i z powrotem. Ja na to, że nie, z powrotem przyjdę po nogach. Stojący za mną państwo smieją się, myślą, że to żart. Kierowca na to, że są tacy np. co idą Jakobsweg. No więc wyciągam muszlę z kieszeni, że ja serio z powrotem pieszo :D I tak zaczęła się rozmowa z kierowcą przez całą drogę. Najpierw się śmiał, że już trzeci raz z nim jadę. Ostatnio byłam przecież w dirndlu i pytalam, czy jeżdżą dłużej z racji Kirtagu . Potem stwierdził, że musimy się spotkać wieczorem na wino, bo on też nocuje w Poysdorfie dzisiaj. Ale że se numeru nie wziął, to selber schuld :D
W Mikulovie podczas szukania drogi zaczepiła mnie za to para Austriakow - Richard i Andrea i razem szukaliśmy dalej ;) Moj czeski okazał się co prawda prawie zbędny bo mieszkancy Mikulova znakomicie mówią po niemiecku - pomijając drobiazg, że musiałam przetłumaczyć że Cesta svateho Jakuba, bo Jakobsweg nie zrozumieli :), ale drogę i tak znaleźliśmy dopiero dzięki GPSowi.

"Most Sylwestrowy" na którym Czesi i Austriacy wspólnie świętowali Nowy Rok 1990. Z przejścia granicznego Mikulov - Drassenhofen pochodzą moje pierwsze w życiu pieczątki w paszporcie. A było to 20 lat temu w Boże Ciało 1993 :)
Typowy krzyż św. Jakuba -->

Kellergasse w Drassenhofen :)
Ktoś z tutejszych mieszkańców był już najwyraźniej w Santiago. Na probostwie podobno są dostępne paszporty pielgrzyma, ale dzisiaj najwyraźniej zamknięte.

Kościół w Kleinschweinbarth. Znajdujemy tu informację, że paszporty są dostępne w pobliskiej knajpce. Zatrzymujemy się tam na obiad.

Jak się patrzy na te chmury, to obawy Andrei, że będzie dzisiaj padać, zdają się mieć podstawy.
Kościół św. Jakuba w Falkenstein -->

<-- Kellergasse tamże
i gadająca ławeczka -->

O 17-tej docieramy do Poysdorfu. Z kościoła idziemy każdy na swój zarezerwowany nocleg i opatrywanie stóp ;)
Spotykamy się jeszcze na kolację (składającą się z lodów), bo u mnie w hotelu restauracja zamknięta, a Richard i Andrea mieszkają nad lodziarnią :)\
Po austriackiej stronie już nie było problemu z oznaczeniami i szukaniem drogi, ale tak dobrze nam się razem szło, jednym rytmem, że po dzisiejszych 23 kilometrach w Poysdorfie stwierdzamy, że jutro znowu idziemy razem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.