Jak właściwie wygląda dzień pielgrzyma na Camino? Zaczyna się jeszcze po ciemku, bo tu słońce wschodzi dopiero koło szóstej teraz w lipcu, a tymczasem rozsądny pielgrzym o tej porze jest już przynajmniej po śniadaniu, a niektórzy w drodze - ci co śniadanie zjedzą w najbliższym otwartym barze w postaci rogalika albo kanapki (bocadillo) z np. serem albo jajeczno-ziemniaczanym omletem (tortillą), soku pomarańczowego (zumo de naranja) i kawy z mlekiem (caffe con leche). Poranne pakowanie, toaleta i ubieranie się odbywają się po ciemku i tak cicho jak tylko się da, bo zawsze ktoś w sypialni jeszcze śpi. Przez następne kilka godzin pielgrzym po prostu idzie. Czas ten spędza samotnie albo w towarzystwie, rozmawiając, modląc się, myśląc, czasem fotografując, czasem robiąc przerwę na kolejną kawę, sok, batonika, zdobycie pieczątki (sello) w paszporcie pielgrzyma (credencial), nabranie wody z kraniku albo zdjęcie na chwilę butów. Gdy słońce zbliża się do zenitu, ruch na Camino z wolna zamiera. Między 13-tą a 15-tą większość stara się zdobyć miejsce do spania w jednym ze schronisk (albergue). Potem następuje prysznic, zaopatrywanie bąbli na stopach, pranie i drzemka - w różnej kolejności, więc znowu w ciszy, żeby nie przeszkadzać tym, co zaczęli od drzemki. Do 17-tej w Hiszpanii i tak trwa siesta więc wyruszanie gdziekolwiek nie ma sensu. Późnym popołudniem pielgrzym znowu ożywa i wyrusza na zwiedzanie, Eucharystię (jeżeli ma szczęście i nie pocałuje klamki kościoła, co jest niestety dość częste), zakupy, obiadokolację i tym podobne zajęcia trwające do zmierzchu, który podobnie jak wschód następuje tu później niż u nas. Po zmierzchu pielgrzym kładzie się spać po raz drugi, marząc i modląc się o noc spokojną bez chrapiącego sąsiada. A po kilku godzinach wszystko zaczyna się od nowa, tyle że kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów dalej na zachód i bliżej Santiago de Compostela i grobu Apostoła Jakuba.
P.S. Zapomnialam napisac, ze niektorzy po siescie i drzemce okolopoludniowej ruszaja dalej i wieczorem dochodza na nastepny nocleg, ale to dosc ryzykowny proceder, bo mozna sie nie zalapac na wolne lozka i nocowac na trawniku - takich tez juz widzialam.
Fantastyczna relacja! Czytam wszystko od końca:), ale ja już tak mam. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Trzymam kciuki za powodzenie wyprawy i Twoje stopy. Dobrze, że są tylko dwie (jeśli może to być pocieszeniem).
OdpowiedzUsuńAga! Powodzenia i wytrwałości w dojściu do celu. Dla mnie to jesteś gość. Niech się rozkapryszone pyski chowają w naszej wiosce. św. Pawła podróże kształciły, a ciebie też.
OdpowiedzUsuń